Nie będę Was zanudzać teoriami temperamentu ani detalami fizjologii układu nerwowego. Reaktywność to cecha naszego układu nerwowego. Cecha wrodzona, tak samo, jak to, czy jesteśmy szybcy, czy powolni, wysocy czy niscy, bystrzy lub tępi. Na studiach psychologicznych krążył żart, że reaktywność mierzy się w centymetrach. Tych, które podskoczymy, kiedy ktoś nam huknie z papierowej torebki nad uchem. Może nie wyczerpuje to tematu, ale pokazuje jego istotę.
Cecha. Występuje u ludzi w różnej formie lub natężeniu, ma jakieś swoje spektrum. Np. każdy ma jakiś kolor oczu. Albo jakiś wzrost. Albo jakieś zdolności matematyczne. Albo każdego można gdzieś umieścić na skali, nazwijmy to roboczo „towarzyskości” – od zupełnych odludków po takich, którzy dnia nie przeżyją bez interakcji z innymi.
Reaktywność to ogólna cecha (lub raczej zespół cech), określająca jak mocno reagujemy na bodźce. Czy jesteśmy wrażliwi, czy odporni. Każdy ma jakąś reaktywność. Czyli wrażliwość.
Zależność tę pomoże zrozumieć poniższy obrazek. To tzw. rozkład normalny, wyglądający jak wąż, który połknął słonia (lub kapelusz), zwany też krzywą Gaussa, który pokazuje najczęstszy rozkład nasilenia różnych cech/zmiennych w populacji i odnosi się także do reaktywności.
Jak widać, najwięcej w populacji mamy zawsze osób najbliżej średniej – co czyni ich normą, ponieważ – tak, tak właśnie – jest ich najwięcej. To oni dyktują reszcie warunki :). Część jest bardziej odporna (ma wyższy próg reakcji) a część bardziej wrażliwa (czyli słabszy bodziec jest potrzebny, żeby odpalić ich reakcję). Im wyższa lub niższa reaktywność, tym mniej jej „nosicieli”. Jak w przypadku każdej takiej – mamy też osobniki, które charakteryzują się skrajnym lub wręcz patologicznym poziomem danej cechy. Już grupa czerwona stanowi grupę problematyczną, nie mówiąc o ledwo widocznym „ogonku” całkowitych skrajności. Po prawej stronie wykresu, na granicy żółtego i czerwonego, pojawia się to, co nazywamy nadwrażliwością.
Skrajnie niskoreaktywni to na przykład ci, którzy zimą w Himalajach przy huraganowym wietrze będą się zastanawiać, czy z odmrożoną nogą uda im się jeszcze wejść na szczyt. Ci, którzy będą skakać na spadochronie z wieżowca albo pracować po 18 godzin dziennie na wysokim stanowisku w korpo bez uszczerbku dla zdrowia psychicznego. Albo te matki, które przy trójce małych dzieci łączą spektakularną karierę zawodową z macierzyństwem, sprzątaniem domu na wysoki połysk oraz robieniem paznokci poza domem (Tak, one istnieją, serio. Tylko jest ich bardzo mało, tak samo jak supermodelek). Oni we współczesnym społeczeństwie mają zdecydowanie łatwiej, chociaż ich tryb życia, napędzany przez poszukiwanie stymulacji i wrażeń, może prowadzić do chorób lub wypadków.
Skrajnie wysokoreaktywni zaś to ci, których uciekający autobus wytrąca z równowagi na pół dnia. Którzy po zrobieniu śniadania i odstawieniu dzieci do szkoły są już zmęczeni i wcale nie udają. Którzy wypalają się w nowej pracy jeszcze w czasie okresu próbnego. Ci, którzy nie są w stanie pracować, kiedy obok szumi lodówka. Ci, którzy w sytuacji nadmiaru bodźców (dzwoni telefon, kipi makaron, ktoś do nich mówi) mogą po prostu wybuchnąć.
Nadwrażliwi emocjonalnie, reagujący zbyt mocno na zwykłe bodźce. Ci, którzy z rosnącą w trakcie życia frustracją patrzą na innych, którym te rzeczy przychodzą bez trudu i zaczynają się uważać za nieudaczników. Ci, którzy próbują zachowywać się „normalnie” ogromnym kosztem zdrowia fizycznego, psychicznego i relacji z otoczeniem, lekceważąc lub gwałcąc swoją prawdziwą naturę. Którzy próbują stać się kimś, kim nie są, zamiast jak najlepiej wykorzystać to, kim są.
Nie możesz stać się mniej reaktywny tylko dlatego, że sobie tak postanowisz albo ktoś ci każe. Taki się urodziłeś. Problem w tym, że mało kto bierze na to poprawkę. Mit o tym, że rodzimy się jako tabula rasa trzyma się nadal mocno, tak samo jak ten o tym, że każdy człowiek może się w dowolny sposób zmienić, wystarczy chcieć. Jak się nie możesz dostosować do „normy” to widocznie nie chcesz, jesteś uparty, nieogarnięty, dziwny… Dlatego piszę tego bloga. Do zobaczenia w następnym wpisie.
Fot. pixabay.com

Z wykształcenia jestem psychologiem, z natury „przewrażliwiona”. Stworzyłam tę stronę, by była wsparciem dla ludzi takich jak ja – wysokoreaktywnych, nadwrażliwych emocjonalnie. Jak sobie układać życie i sprawy w świecie stawiającym nam wymagania jak dla „normalsów”? O tym będę pisać.
Hej,
Super artykuł!
Już od jakiegoś czasu próbuję znaleźć właśnie coś w tym stylu – żeby móc komuś podesłać mniej-więcej co to jest, jak działa, z czym to się je.
Czy można gdzieś znaleźć anglojęzyczną wersję, albo czy mogę przetłumaczyć Twój artykuł na angielski? (amatorsko).
Pozdrawiam,
A.
Rzadko ostatnio zaglądałam, więc dopiero odpisuję 🙂 nie mam tłumaczenia, nie robiłam. Jeżeli chcesz przetłumaczyć, to super :).